Kultura > Grupy etniczne > Inne
Afarowie
Dzicy, niebezpieczni, bezwględni, wojowniczy, mściwi... to chyba najczęściej spotykane określenia tego ludu, zamieszkującego północno-zachodnie tereny Etiopii, a także południową część Erytrei oraz praktycznie całe Dżibuti. Kim są? Czy naprawdę są tacy straszni, jak się o nich mówi? A jeśli są, to dlaczego? Jaka jest ich historia?


Pochodzenie Afarów

Afarowie zamieszkują swoje obecne terytorium od co najmniej 2800 lat i uważają się za jednych z najstarszych mieszkańców tej części Afryki. Mogą mieć rację, w końcu to na ich ziemiach znaleziono najstarsze szczątki prapraczłowieka, czyli australopiteka Lucy (więcej w dziale Ciekawostki), po amharsku zwaną Dynk'nesz (co znaczy 'jesteś cudem').
Na przestrzeni wieków Afarowie stopniowo mieszali się z innymi grupami z tych rejonów, aż do osiągnięcia obecnego stanu etnicznego. Należą do kuszyckiej grupy ludności Rogu Afryki. Ich liczbę szacuje się na ponad półtora miliona osób, z czego w samej Etiopii żyje około miliona.
Znani są także jako Danakilowie, jednak oni sami tej nazwy nie akceptują. Pochodzi z języka arabskiego i ma wydźwięk pejoratywny, pogardliwy. Oprócz tego w języku amharskim Afarowie zwani są ludem Adal.

Piaski Danakilu

Zdjęcie: BBtuna

Od zawsze byli i są nomadami. Żyją w jednym z najmniej “gościnnych” miejsc na Ziemi - na Pustyni Danakilskiej i w jej okolicach. Nie ma tu pod dostatkiem wody ani żywności, a jutro jest zawsze niepewne. Danakil nie jest tylko zwykłą pustynią, czyli piaszczystym bądź kamienistym pustkowiem. To także teren o dużej aktywności sejsmicznej i wulkanicznej. W wielu miejscach wydobywają się z popękanej ziemi różne, często szkodliwe dla zdrowia wyziewy, np. związki siarki. Część tego regionu znajduje się poniżej poziomu morza (Depresja Danakilska). Jest to najgorętsze miejsce na Ziemi, deszcz pada tu niezwykle rzadko. Często wieją potwornie gorące wiatry, a gdy nagle ustają, robi się jeszcze goręcej. Jednak ze względu na to, że nie zajmuje bardzo rozległego obszaru, Danakil nie jest tak znany jak inne pustynie świata, np. Sahara czy Gobi.

Aby przeżyć w takim miejscu, trzeba być niewątpliwie odważnym i twardym człowiekiem. Tacy też są Afarowie.

Prawie wszyscy prowadzą koczowniczy tryb życia, nie wszyscy jednak trudnią się tym samym. Można wyróżnić dwa główne zajęcia tego ludu: wypasanie stad kóz i wielbłądów oraz wydobywanie soli. To drugie jest ściśle związane ze specyfiką Danakilu: w okolicach słonego jeziora Asele, znajdującego się ponad 100 m poniżej poziomu morza, pełno jest odkrywkowych kopalni soli. Sól po prostu pokrywa tam ziemię grubą warstwą. Jest największym skarbem Afarów i jednym z powodów, dla których strzegą zazdrośnie swojej pustyni. Po wydobyciu soli transportują ją w stronę Wyżyny Abisyńskiej, gdzie zawsze znajdują kupców. Wartość soli w gorącym klimacie jest duża: sól zatrzymuje wodę w organizmie, bez niej przeżycie jest bardzo trudne. Sól to białe złoto pustyni. W dawnych czasach w Etiopii bryły soli, zwane amolie, były nawet ogólnokrajowym środkiem płatniczym6. Pozostają nim zresztą do dzisiaj w niektórych regionach, choćby właśnie na ziemi Afarów.
Tylko Afarowie poruszają się po niej swobodnie, tylko oni znają jej sekrety. I kontrolują ruch wszystkich pozostałych. Są nieufni, bo wiedzą, że część przybyszów chce ich soli. To dlatego w przeszłości – i w czasach dzisiejszych jest tak nadal – było tak ciężko przebyć te regiony. Z jednej strony niezwykle trudne warunki klimatyczne, z drugiej – Afarowie, którzy albo nie pozwalali przejechać swoich ziem, albo wręcz napadali na różne karawany, rabując i mordując. To właśnie Afarowie swoimi brutalnymi napaściami na ekipy budujące pierwszą w Etiopii kolej przyczynili się do tego, że budowa trwała niezwykle długo i okazała się bardzo droga.

Afar ociosujący blok soli

Zdjęcie: Terri O'Sullivan


Życie na pustyni jest surowe i dla jej mieszkańców jest oczywiste, że tylko najsilniejsi mogą przetrwać. Ta walka o przetrwanie przenosi się też na grunt wewnętrzny – od wieków różne rody Afarów walczą pomiędzy sobą, podkradając sobie zwierzęta, porywając kobiety, szukając wody. Słynny stał się danakilski zwyczaj ślubny: młody mężczyzna nie mógł poślubić swej wybranki, dopóki nie zabił swojego wroga. Jako dowód musiał dostarczyć jego genitalia. Podobno w ostatnich latach udało się tę tradycję osłabić i coraz więcej młodych pobiera się bez przelewu krwi. Do niedawna jednak zdarzały się jeszcze starannie planowane rzezie między walczącymi ze sobą rodami. Zwycięzcy, jeśli szanowali pokonanych jako dzielnych i pełnych odwagi, zjadali ich serca. Miało to sprawić, że odwaga zabitego zostanie przeniesiona na tego, kto go pokonał.

Owo twarde, bezlitosne pustynne życie, pełne przemocy i walki o przetrwanie, przysporzyło Afarom złej sławy. Nie ma osoby, która wjeżdżałaby do ich krainy zupełnie bez obaw. Nawet jeżeli ostatnio coraz mniej ze strony Afarów napaści na przejezdnych, trwogę wywołuje często sama ich postawa, pełna dystansu do świata zewnętrznego, dumy i godności.

Tak w swojej książce pt. W krainie długodystansowców opisywał Afarów Jerzy Kowalkowski:

“(...) Wkoło samochodu zbiera się natychmiast grupka krajowców. Z niepokojem spoglądamy na zwisające przy szerokich pasach, potężne noże. Kilku opiera się na krótkich dzirytach z błyszczącymi metalowymi ostrzami, reszta ma długie, proste pasterskie kije. Ubrani są w białe, o lekko kremowym odcieniu, szaty. Owinięta wokół pasa luźna sztuka materiału, sięgająca do pół łydki, przypomina spódnicę. Na ramiona narzucona biała płachta, sposobem noszenia przypomina rzymską togę. Wrażenie to umacnia pełna godności postawa krajowców. Pociągłe twarze, o suchych, ostrych rysach, to twarze ludzi wolnych i dumnych. Ale jest w tych chudych twarzach, w tych zaczerwienionych od pustynnego piasku i słońca oczach, jakaś skupiona czujność i wrogość. W wąskich, zaciśniętych wargach i głębokich bruzdach rzeźbiących twarz, kryje się okrucieństwo.
(...)
Przez otwarte okna wciska się do wnętrza samochodu ostra, cierpka woń. Woń jaką przesiąknięci są ludzie, spędzający gorące dni i chłodne noce po niebem pustyni strzegąc stad wielbłądów, lub przemierzając karawanami rozległe, bezwodne obszary. Na zapach ten składa się ludzki pot, rozprażony piasek pustyni, wyschnięte w słońcu trawy sawanny, dym płonącej na ognisku akacji, krew zarżniętej kozy, mięso upolowanej gazeli, wielbłądzie mleko – całe ich twarde, prymitywne życie.
(...)
Ci ludzie natomiast patrzyli czujnie i badawczo, ale w ich spojrzeniach, może niesłusznie, widziałem też cień pogardy, lekceważenia, czy ja wiem wreszcie czego? Jakby nas sobie oglądali. Tak patrzeć mogą tylko ludzie, zdający sobie sprawę ze swej przewagi.
(...)

Kobiety Afar: matka i córka

Zdjęcie: Terri O'Sullivan

Kobiety mają opuszczone głowy i pozornie nie zwracają na nas uwagi. Widzę jednak krótkie, błyskawiczne spojrzenia, jakimi nas obrzucają. Dziewczęta przechodzące obok nas są młode, zgrabne i pomimo ciężkich dzbanów, poruszają się z gracją i wdziękiem. Długie spódnice, upięte w talii z jednej sztuki ciemnobrązowego materiału, to właściwie cały ich strój. Mają jeszcze tej samej barwy chusty, które noszą albo zwinięte na głowie, albo narzucone luźno na ramiona. Szczupłe, ciemne twarze o wysokim czole, piękne, dumnie wygięte brwi, czarne duże oczy, otoczone długimi rzęsami i wąskie o zgrabnym wykroju usta, przypominają mi twarze z ikon. (...)”.

Społeczeństwo

Afarowie rozróżniają w swoim społeczeństwie dwie grupy: klasę wyższą, szlechecką, zwaną Asaemara (w języku afar: czerwony), zamieszkującą okolice Assayita, oraz klasę niższą, żyjącą w sercu pustyni, zwaną Adaemara (w języku afar: biały).

W swych koczowniczych wędrówkach przez pustynie zakładają tymczasowe osady otoczone płotem cierniowym dla ochrony przed nocnymi zwierzętami i nieoczekiwaną napaścią członków wrogich plemion. Z palmowych plecionek budują okrągłe domki zwane ari.

Podstawą ich diety jest mleko i mięso kóz i wielbłądów. Mleko w ich kulturze jest też symbolem gościnności. Jeśli gość zostanie poczęstowany ciepłym mlekiem, oznacza to, że jest przez gospodarzy traktowany jak członek rodziny. Gdyby coś mu się stało, zostanie pomszczony tak samo jak zostaliby pomszczeni wszyscy inni członkowie rodu.

Afarowie wyznają głównie islam (są sunnitami), żyją jednak przeważnie w związkach monogamicznych. Ma to pewnie też swoje uzasadnienie praktyczne – w ekstremalnie trudnych warunkach życia na pustyni utrzymanie kilku żon to rzecz niemal niemożliwa. Łączą się w pary przeważnie ze swoimi kuzynami, i to już w bardzo młodym wieku, np. mając 10 lat.
Ich religijność nie jest jednakże pozbawiona niektórych pradawnych wierzeń, sprzed przyjęcia wiary w jednego Boga. Przykładem może być animistyczne przekonanie o istnieniu potężnych duchów drzew i krzewów.
Niektórzy Afarowie są chrześcijanami, zwłaszcza ci z ziem należących do Etiopii i Erytrei.

Innym ważnym elementem kultury jest klarowane masło, w języku afar zwane ghee. Powszechnie stosuje się je jako środek do pielęgnacji włosów, nabłyszczający i chroniący je przed palącymi promieniami słonecznymi. Używają go zarówno kobiety, jak i mężczyźni. Afarowie generalnie bardzo dbają o włosy – mężczyźni często mają głowy całe pokryte starannie poskręcanymi i nasmarowanymi masłem loczkami, kobiety zaś prezetują przeróżne wymyślne uczesania.

Afarowie to lud fascynujący i pełen kontrastów (ot, choćby powyższy przykład: z jednej strony wojowniczość i mściwość, z drugiej – dbałość o ładnie skręcone loki), nie do końca rozumiany nie tylko przez Europejczyków, ale nawet przez resztę Etiopczyków. Można tu sobie jednak postawić pytanie, czy należy faktycznie uznawać ten lud za część państwa etiopskiego. Rzecz w tym, że od wieków Afarowie wymykali się odgórnej kontroli państwowej. Zawsze chcieli żyć i żyli “po swojemu”.

Ostatnimi czasy oficjalne władze Etiopii starają się jakoś Afarów “okiełznać”, wtłoczyć ten lud w ramy nowoczesnego społeczeństwa: przegonić ich z pustyni, nauczyć życia w miastach. Większość Afarów tego nie chce. Kochają wolność i swoją pustynię i mimo trudnego życia, jakie niesie ona z sobą, nie potrafią żyć poza nią.

Na łamach magazynu National Geographic toczy się na ten temat debata czytelników.

Chyba warto się zastanowić, czy można dany lud ot, tak, po prostu, wysiedlić z dnia na dzień, aby pozbyć się związanych z nim kłopotów...

Na zakończenie, aby ukazać Afarów z nieco innej, nie tylko ciemnej strony, fragment reportażu "Danakil - Podróż do wnętrza Ziemi" Agnieszki i Łukasza Wroczyńskich:

“(...) Dziś rejon ten zamieszkały jest przez koczownicze plemię muzułmańskich Afarów. Uchodzą oni za lud wojowniczy i groźny, jeszcze

Karawana wielbłądów idąca

przez pełne soli ziemie Danakilu

Zdjęcie: BBtuna

do niedawna nie mieli zwyczaju wpuszczać przybyszów na swoje tereny. Większość z nich kończyła jak włoski podróżnik Giuseppe Maria Giulietti, którego nazwiskiem obdarzono jedno ze słonych jezior danakilskich. Został on zamordowany wraz ze wszystkimi towarzyszami podróży podczas ekspedycji do krainy Afarów w 1881 roku. Nieciekawe sygnały o Afarskich obyczajach docierały do nas również z nieco mniej odległych czasów – w 2001 roku francuska wyprawa musiała zawrócić z trasy, po tym jak tubylcy zabili ich przewodników... Afarowie nierzadko walczyli i między sobą, a grozę sytuacji potęgował zwyczaj pośmiertnego kastrowania pokonanych wrogów.
(...)
Na postój zatrzymujemy się w małej wiosce napotkanej na szlaku. Tam spotykamy pierwszych Afarów. Nie mają w sobie nic z groźnych wojowników – mieszkańcy wioski wydają sie raczej zaciekawieni naszą wizytą. Otacza nas gromadka dzieci. Wszystkie mają osobliwe ozdoby, wydają się trochę nieśmiałe i w przeciwieństwie do swoich rówieśników z innych części tego kraju, nie zaczynają rozmowy prośbą o pieniądze.
(...)
Postanawiamy ruszyć dalej i przez następne kilka godzin, stromą drogą szutrową dojeżdżamy do pierwszego i jedynego afarskiego miasta na naszej trasie. Tam lokalne władze sprawdzają nasze pozwolenia na wjazd do ich krainy i przydzielają nam obowiązkowych policjantów do ochrony. Od tej pory jedzie z nami cichy i wysoki Adam oraz Mohammed Ali, jego przeciwieństwo: niewysoki, rozmowny – bo znający kilka słów po angielsku – świeżo upieczony mąż szóstej żony. Obaj bardzo sympatyczni i uzbrojeni w kałasznikowy. Gdy nadchodzi czas na modlitwę, proszą o ich popilnowanie naszych kolegów z ekipy. Szczególnie do twarzy z bronią jest Kubie, jednak po skończonych modłach Afarowie szybko zabierają z powrotem swoje zabawki i jedziemy dalej.
(...)
Śpimy na skraju wioski, pod gołym niebem, ale na drewnianych łóżkach, które proponuje nam przedsiębiorczy Afar.
(...)
Szybko gubimy się w labiryncie uliczek i zamiast do sklepu trafiamy do chaty Afara, który zaprasza nas na kawę. Przypominamy sobie wtedy wszystkie zasłyszane historie o tych ludziach i zastanawiamy się, czy aby na pewno trafiliśmy do siedziby tego okrutnego plemienia?
(...)
Po południu dojeżdżamy do Dodom, większej wioski, w której będziemy chcieli wynająć wielbłądy na wejście na wulkan. Mieszkańcy zapraszają nas do domu lokalnego nauczyciela i tam każą nam czekać na tutejszego przywódcę. W oczekiwaniu na wodza wyciągamy arbuza, dzieląc go między nas i zgromadzonych w domu nauczyciela Afarów. Oni zaś przygotowują pustynny przysmak: piekielnie ostry sos przyprawiony berberem z czerstwymi bułkami. Na Danakilu zresztą każde pieczywo jest czerstwe – wystarczy, że poleży kilka minut na słońcu i robi się twarde jak kamień. Tak więc arbuz jest tu niemałym smakołykiem, którym wszyscy się raczą w najlepsze, kiedy wchodzi wódz. Wódz ma długą brodę, nie rzuca się na arbuza, nie podaje ręki kobietom i nosi karabin na eleganckim pasku „Dolce & Gabbana”. Bierze od nas pozwolenia i ... daje je do przeczytania nauczycielowi. Sam nie potrafi, nie umniejsza to jednak respektu, jaki budzi wśród swych towarzyszy. Nasze dokumenty okazują się wystarczające na podróż do Erta Ale. A cena za wielbłądy okazuje się mniej więcej dwa razy wyższa niż się spodziewaliśmy. Wódz znika z chaty i ma wrócić za godzinę, aby poznać nasze zdanie. Gdy proponujemy kierowcy potargowanie się odpowiada z pewnym przestrachem, że lepiej nie, bo to „bardzo porywczy ludzie”. No cóż, wynajmujemy wielbłądy bez negocjacji, żegnamy się z wodzem – nadal nie podaje ręki kobietom – i jedziemy dalej.
(...)
Trudy naszej podróży przez Danakil okazały się nie takie straszne, a przez krainę o złej sławie przejechaliśmy bez większych problemów. Niebezpieczni Afarowie zapraszali nas do swoich chat na poczęstunek, chronili przed burzą piaskową i przyglądali sie naszemu ekwipunkowi biwakowemu z takim samym zdziwieniem, jak my spoglądaliśmy na ich broń. Po powrocie zastanawialiśmy się więc, czy aby groza Kotliny Danakilskiej nie jest nieco wyolbrzymiona. Do czasu, gdy właśnie podczas pisania tej relacji dobiegła nas wieść o porwaniu czterech jeepów z podróżnikami z Europy w drodze do Dallolu... Tak więc, Danakil i jego mieszkańcy pozostają jednak nieprzewidywalni tak samo jak wulkany tego rejonu. Być może, oprócz starannych przygotowań, do podróży przez ten rejon potrzeba trochę szczęścia? Niewątpliwie, mniejsze lub większe ryzyko będzie towarzyszyło wyprawom na tę pustynię jeszcze przez długi czas. Nagrodą za jego podjęcie są dla nas wspomnienia z najbardziej osobliwego miejsca na ziemi, jakie dotąd spotkaliśmy.”


Jeszcze jeden interesujący cytat, tym razem z przewodnika wydawnictwa Olizane "Ethiopie: Berceau de l'humanité" autorstwa Luigi Cantamesa:

Dallol - najgorętsze miejsce na ziemi.

Zdjęcie: Terri O'Sullivan

“Legendarna wrogość ludu Afar powinna być rozpatrywana w odpowiednim kontekście kulturowym. Tak naprawdę nie są oni bardziej wrogo nastawieni wobec obcych przemierzających ich ziemie niż byśmy byli my sami, gdyby ktoś obcy przekraczał nagle próg naszego domu albo wchodził do naszego ogrodu bez pytania.
Albowiem trzeba mieć świadomość, że każdy, kto przeprawia się przez krainę Afarów, zawsze znajduje się na terytorium tego czy innego rodu lub plemienia.
Nie należy tamtejszych dróg i szlaków uważać za publiczne, gdyż zawsze przecinają ziemie uważane przez mieszkańców za ich własny dom. To, że się posiada specjalne pozwolenie wydane przez władze federalne czy nawet przez rząd afarski, nie zawsze wystarcza.
Zgodnie z tradycją, każdy przywódca plemienia jest osobiście odpowiedzialny za wszystko, co się dzieje na jego terenie, w tym za bezpieczeństwo podróżników. Będzie więc widział jako coś negatywnego to, że ktoś przemierza jego ziemie (innymi słowy, jego dom) bez okazania mu szacunku i spytania o pozwolenie.
(...)
Gościnność Afarów jest jedną z podstawowych cech ich kultury, jednakże ten, kto zupełnie się nie przejmie tradycyjnymi zasadami rządzącymi tym społeczeństwem, może się spodziewać poważnych kłopotów.”

Myślę, że ten cytat tłumaczy, dlaczego niektórzy podróżnicy Afarów wspominają wręcz miło, a inni – z trudem uchodzą z życiem... W kontakcie z innością różnych kultur chyba po prostu warto się wyrzec postawy etnocentrycznej.
Handmade, silver jewellery - JM Popiel